Eksploruj unikalne miejsca i obiekty w Sokołowsku za pomocą naszej interaktywnej mapy.
Projekt „Wirtualny szlak dziedzictwa - rzemiosło tradycyjne Sokołowska” został sfinansowany przez Unię Europejską NextGenerationEU.
Sokołowsko, choć ma tylko siedem nazwanych ulic, można zwiedzać
na szereg sposobów. Moim ulubionym jest poruszanie się tropem dawnych
kuracjuszowskich ścieżek, które poznać po tym, że wysadzane są drzewami
lekarzy: jesionami doktora Brehmera, klonami dra Roemplera, lipami dra Weickera.
Tym razem jednak proponuję inny trop: sgrafitta – czyli płaskorzeźby
drapane w mokrym, kolorowym tynku, murale i metaloplastyka. Za ich powstaniem
stoi inny lekarz, już polski – dr Domin. To on w latach siedemdziesiątych
zaprosił do uzdrowiska psychologa i stworzył program leczenia chorób
towarzyszących chorobom płuc u górników – uzależnień. Sam zrobił podobno
kurs metaloplastyki i zatrudnił pensjonariuszy do ozdabiania budynków i gięcia
uroczych mostków w ramach arteterapii. Pacjentów biorących udział w
programie, prowadzonym w domu Piast, nazywano Dżentelmenami. Projektantami
wzorów było dwóch Stanisławów: Olszamowski i Pacanowski oraz
żona tego pierwszego, Barbara. Olszamowski, urodzony w Kijowie, ukończył
studia na kierunku rzeźby na wrocławskiej ASP. W 1968 roku wraz z żoną
przeniósł się do Sokołowska. Barbara Olszamowska założyła tam pracownię
rzemieślniczą – rzeźba w tynku i w drewnie. Przez 12 lat wspólnie urządzali
wnętrza lokali publicznych oraz ozdabiali elewacje budynków. W rozmowie dla
lokalnej gazety z 2013 roku oboje wspominają ten okres jako cudowną
przygodę, cechującą się absolutną artystyczną niezależnością. Uzdrowisko
zatrudniało ich na etatach – jakie wspaniałe czasy. Według wzmiankowanej
rozmowy, wraz z Pacanowskim, o którym nie sposób dowiedzieć się czegokolwiek
wiążącego, poza tym, że mieszkał i pracował w Sokołowsku aż do
niedawnej śmierci, byli oni wykonawcami wszystkich ozdób w tynkach, co
oznaczałoby, że działalność Dżentelmenów ograniczała się do pracy w metalu.
Możliwe jednak, że pani Barbara, mówiąc, że „trzy osoby robiły elewacje rzeźbione:
Pacanowski, Olszamowski i dwa domy ja”, miała na myśli prace projektowe.
Nie wszystko wiadomo na pewno – sieć, którą tkamy z rozmów z mieszkankami
i mieszkańcami Sokołowska pełna jest dziur i węzłów, jak to opowieść – każda i
każdy ma własną pamięć osób, dat i zdarzeń.
Jednak w czasie naszego spaceru szlakiem charakterystycznych
sokołowskich ozdób, nie sposób się zgubić: większość z nich znajduje się
wzdłuż ulicy Głównej, na całej jej długości – od początku do końca miejscowości.
Zaczynamy na dawnym placu Brehmera, obecnie pozbawionym nazwy,
gdzie wita nas spod wielkiego świerka napis Sokołowsko: to tu mieściła się
pracownia Stanisława Olszamowskiego, późniejsza biblioteka, a obecnie –
apartamenty na wynajem. Ściany pokryte są dwoma rodzajami kwiatowego
wzoru projektu Pacanowskiego a parter zdobi dodatkowo popiersie Krzysztofa
Kieślowskiego, którego autorem jest Olszamowski (nie oznacza to jednak
wcale, że budynek ma ze sławnym reżyserem jakikolwiek związek!). Wystarczy,
że obrócimy się na pięcie, a zauważymy jeszcze jeden florystyczny pas: na
niedawno odnowionym zakładzie pogrzebowym. To również projekt
Pacanowskiego. Tak samo, jak niezwykle chętnie fotografowany napis Biuro
Usług Kuracjuszy. Zwiódł niejedną osobę, pukającą do znajdujących się pod
napisem drzwi zupełnie dziś prywatnych mieszkań.
Warto zauważyć, że pan Stanisław mieszkał wraz z żoną na ostatnim
piętrze budynku przy Słonecznej 1-3, przedwojennego Haus Kaiser, w czasach
PRL zwanego Dzierżyńskim – mógł więc oglądać swoje projekty z okna przy
porannej kawce. A także mieć baczenie na mozaikę, znajdującą się na
najwęższej ścianie tego dawnego hotelu. Jest to niewątpliwie najsłynniejsza
mozaika z tłuczonych talerzy i odpadów szklanych w okolicy, niesłychanie
fotogeniczna sytuacja – co sprawia, że można ją znaleźć na setkach instagramowych
profili turystów, którzy kochają kolorową, abstrakcyjną kompozycję.
Trzecim projektem na Dzierżyńskim jest kompozycja otaczająca witrynę
sklepu, dawnej Fanaberii, obecnie stojącego w żałobie, czekającego na powrót
życia, pustego lokalu. Kiedy przysiądziemy na jego schodkach, zobaczymy
kolejne sgrafitta: ślimaczkowate, przypominające młode liście paproci zawijaski
na wielorodzinnym domu po drugiej stronie ulicy, za strumieniem (Główna 42).
To też dzieło Pacanowskiego. Przez Sokołowiec (tak nazywa się nasz strumień)
przeprowadzą nas tam mostki, zdobione metaloplastyką. Wzór barierek
przypomina ten na domu. Zaprojektował je Olszamowski a niestrudzenie gięli
trzeźwiejący Dżentelmeni.
Niestety, remont po polsku nie ominął Sokołowska. W samym
centrum miejscowości stoi nigdy nieotwarty obiekt hotelarski na bazie dawnej
stołówki, którego wykończenie przywodzi na myśl w najlepszym razie sieć
dyskontów spożywczych z owadem, a kolejne projekty Pacanowskiego,
zdobiące niegdyś Waligórę – duży obiekt, który miniemy po lewej ręce, idąc
dalej w górę miasteczka – zniknęły pod bezwzględnym walcem pastelozy.
Zdobienia na Kawiarence, przedstawiające kobietę i mężczyznę prezentujących
dania na tacach, również zostały zasłonięte. Trzymają się jeszcze – choć
ledwo – malowane w kwiaty nieprawdziwe okiennice niewielkiego domku przed
Waligórą.
Gdyby komuś zachciało się siku, to teraz jest najlepszy moment: za
skwerem Kieślowskiego (nie, nie mieszkał w budynku, na którym znajduje się
jego drugie popiersie) stoi nowiutka publiczna toaleta. Kto się do niej uda, minie
budynek dawnej pralni, przyozdobiony zielonkawym abstrakcyjnym reliefem
Olszamowskiego. Jeszcze dalej, ukryty, znajduje się wielki motyw kwiatowy,
pokrywający prawie całą ścianę pustego obecnie budynku. Autorem tej rzeźby
w mokrym tynku jest Pacanowski.
Z kolei po drugiej stronie skweru, za trawniczkiem z dębem posadzonym
ku czci Josepha Beuysa przez dyrekcję BWA Sokołowsko, znajdziemy
motyw zaprojektowany przez Barbarę Olszamowską! To zdecydowanie mój
ulubiony wzór: pionowe wrzeciona przywodzą na myśl rosiczkę, która właśnie
zamknęła swe zielone szczęki na zdobyczy lub bardzo symetryczną muszelkę,
taką z wąziutką szczelina przez środek, a poziome – lądujące lub startujące
latające spodki. Dowcipu sytuacji dodaje fakt, że znajdują się one na plebanii.
Oba warianty, poziomy i pionowy doskonale sprawdziły się jako nadruki: kartek
i koszulek z nimi warto poszukać w kinokawiarni Zdrowie, do której teraz
odrobinę się cofamy. Wnętrze kawiarni również zdobią sgrafitta: kwiaty za
barem i koguciki nad drzwiami. Ich autorstwo przypisywane jest Olszamowskiemu.
Barierki kinowego tarasu też nie są banalne, tylko kwiatowe. Kiedyś
zdobiły je dodatkowo rzeźbione drewniane panele.
Teraz możemy wybrać, czy pójdziemy prawą, czy lewą odnogą ulicy.
Może trzymajmy się odnogi lewej, czyli ul. Głównej. Za budynkiem Rozdroże
znajduje się jeden z najciekawszych, najbardziej skomplikowanych domów
Sokołowska: Główna 21. Ten w całości pokryty zielonymi muralami Pacanowskiego
budynek ma wszystko to, co w Soko najmilsze: najróżniejsze okna,
mansardy i wykusze, no i posadowione od południa werandy. Możemy jeszcze
na chwilę przemknąć wąskim przesmykiem i zobaczyć mural, sławiący „Wojewódzki
Specjalistyczny ZOZ” jako „jeden z najstarszych zakładów leczenia
chorób płuc w świecie”, który znajduje się od strony ul. Szkolnej i który jest
chyba najczęściej – po mozaice z Dzierżyńskiego – fotografowanym obiektem
miejscowości. Kiedy braliśmy skrócik między budynkami, mogliśmy nie
zauważyć jeszcze jednego dzieła: abstrakcyjnej pracy na Rozdrożu, skromnie
ukrytej za załomem ściany. Prawie na pewno zaprojektował ją Pacanowski. Nie
wiadomo do końca, jak wyglądała pierwotnie, prawdopodobnie odpadł cały
wielki jej kawał. Za to, kilka lat temu, jeden z mieszkańców wzbogacił ją o
nienachalną instalację świetlną.
Wróćmy na Główną, bo teraz jesteśmy na Szkolnej. Jeśli czujemy się
odkrywcami nieznanych skarbów, zapuśćmy się za konny wóz strażacki, na
którym z wielkim prawdopodobieństwem leży czarno-biały kot, a oczom
naszym ukaże się metalowo-drewniany płot, zdobiony pionowymi eliptycznymi
okami. Kto go wymyślił i postawił? Za pięknym, strojnym numerem 21,
znajdował się skwerek. Niestety, został on otoczony ohydnym płotem i tujami,
sprywatyzowany. Stare głogi wycięto, ławeczki zlikwidowano, z miłego miejsca
wytchnienia zrobiono parking. Mijamy to szkaradziejstwo najszybciej, jak się da,
rzucamy okiem na spektakularny dość sklep ze starzyzną, docieramy do Jagi,
za Jagę – a tam, w podwóreczku, przy jedynym sklepie we wsi rozkłada swój
pawi ogon kolejny mostek; tył garażu zdobią naskrobane kwiaty. Kto je zaprojektował
i wykonał – nie wiadomo; nie są to projekty żadnego ze Stanisławów.
Na skwerze znajdziemy jeszcze dwa mostki: betonowy z metalowym elementem
przypominającym grzybek stworzył Olszamowski; abstrakcyjnie gięte
zawijasy przypisywane są też jemu – i Dżentelmenom, oczywiście. Umknąć
naszej uwadze może niziutka balustradka, sięgająca ledwie do kolan – nie
przegapmy jej!
Poruszając się dalej w górę, mijamy po prawej wejście do alei lipowej i
pusty plac po budynku Korona, który zniknął w pożarze i wchodzimy między
dwa, dawniej sanatoryjne, budynki: po lewej mamy Marysieńkę (dawne sanatorium
Walter), po prawej – Odrodzenie (przed wojną – Haus Heidelberg). Nazwa
tego ostatniego wyryta została przy wejściu ręką Stanisława Olszamowskiego
– a przynajmniej jego ręką nakreślona, by wykonali ją Dżentelmeni. Z kolei okna
Marysieńki zdobią prace Pacanowskiego, symetryczne zawijasy subtelne, jak
pukle włosów księżniczek w starych baśniach. Ale to nie wszystko! W sali
wejściowej znajduje się mozaika z tłuczki szklanej i porcelanowej i dziesiątek
fiolek po lekach, coś absolutnie niezwykłego. W czasie remontu odkryto, że w
niektórych buteleczkach znajdują się maleńkie liściki kuracjuszy i personelu,
osób, które współtworzyły ten projekt. Niestety, budynek przez większość
czasu jest zamknięty. Można zajrzeć przez przeszklone drzwi, przykładając
dłonie do boków twarzy, może uda się dojrzeć biało-brązowo-zielono-granatowe
fale, które zdobią ściany.
Za Marysieńką mamy Dom Pomiotły i Dom Kowala (pierwszy przy
ulicy, drugi w głębi), jeden ozdobiony przez Pacanowskiego sgrafitto, podobnym
do tego widocznego z placu Słonecznego, czyli nawiązującym do paproci,
drugi – bardziej oszczędnym, geometrycznym (lecz wciąż organicznym!)
wzorem Barbary Olszamowskiej.
Na końcu miejscowości, po lewej, za strumieniem, znajdziemy rudawy
dom pokryty szarymi płaskorzeźbami. To oryginalne, niemieckie zdobienia.
Przedstawiają ludzi przy pracy, dzieci, zwierzęta. Jest to ostatni przystanek
naszego spaceru, zaraz też kończy się miejscowość – jeszcze tylko stara
leśniczówka, dom jedynego rolnika Sokołowska, dzięki któremu nasze miasteczko
ma status wsi i dawna świniarnia, w której dziś odbywają się koncerty i
imprezy taneczne. Mimo zupełnie prowincjonalnego, wydawałoby się, charakteru
miejsca, mają one klasę zupełnie światową! Może akurat na jakąś traficie.
Tekst: Ilona Witkowska
Współpraca: Magdalena Kreis, Zofia Kuligowska, Zuzanna Fogtt
Sokołowsko, although it has only seven named streets, can be explored in numerous ways. My favorite is to follow the paths of former spa patients, identifiable by their tree-lined routes: ash trees planted by Dr. Brehmer, maples by Dr. Roempeler, and lime trees by Dr. Weicker. However, this time I suggest a different trail: sgraffito – reliefs carved into wet, colorful plaster, murals, and metalwork. Behind their creation stands another doctor, this time Polish – Dr. Domin. In the 1970s, he invited a psychologist to the spa and developed a program to treat diseases accompanying miners’ lung ailments – addictions. He reportedly took a metalworking course himself and employed the patients to decorate buildings and shape charming bridges as part of art therapy. The patients participating in the program, held at the Piast House, were called Gentlemen. The designers of the patterns were two Stanisławs: Olszamowski and Pacanowski, along with the wife of the former, Barbara. Olszamowski, born in Kyiv, graduated in sculpture from the Academy of Fine Arts in Wrocław. In 1968, he moved with his wife to Sokołowsko. Barbara Olszamowska established a craft workshop there – sculpting in plaster and wood. For 12 years, they jointly arranged public interiors and decorated building facades. In an interview for the local newspaper in 2013, both recall this period as a wonderful adventure, characterized by absolute artistic independence. The spa employed them on regular contracts – what a marvelous time. According to the mentioned interview, along with Pacanowski, about whom nothing concrete can be found other than that he lived and worked in Sokołowsko until his recent death, they were the creators of all plaster decorations, which would imply that the Gentlemen’s activities were limited to metalwork. However, it is possible that Mrs. Barbara, when stating that “three people worked on the sculpted facades: Pacanowski, Olszamowski, and two buildings were mine,” was referring to design work. Not everything is certain – the web we weave from conversations with Sokołowsko’s residents is full of holes and knots, as is any tale – everyone has their own memory of people, dates, and events.
However, during our walk along the trail of Sokołowsko’s characteristic decorations, it is impossible to get lost: most of them are located along Główna Street, stretching the entire length of the village – from one end to the other. We start at the former Brehmer Square, now unnamed, where a large spruce tree greets us with the inscription “Sokołowsko”: here was Stanisław Olszamowski’s workshop, later a library, and now rental apartments. The walls are covered with two types of floral patterns designed by Pacanowski, and the ground floor is additionally adorned with a bust of Krzysztof Kieślowski, created by Olszamowski (though this does not mean that the building has any connection to the famous director!). If we turn around, we will notice another floral band on the recently renovated funeral home. This, too, is Pacanowski’s design. Likewise, the much-photographed inscription “Biuro Usług Kuracjuszy” has misled many visitors knocking on the doors beneath it, which are now completely private residences.
It’s worth noting that Mr. Stanisław lived with his wife on the top floor of the building at Słoneczna 1-3, the pre-war Haus Kaiser, known during the communist era as Dzierżyński – he could view his projects from the window with his morning coffee. He also had a good view of the mosaic on the narrowest wall of this former hotel. It is undoubtedly the most famous mosaic of broken plates and glass waste in the area, incredibly photogenic – so much so that it appears on hundreds of Instagram profiles of tourists who love its colorful, abstract composition. The third project at Dzierżyński is the composition surrounding the shopfront of the former Fanaberia, now an empty venue awaiting revival. Sitting on its steps, we can see more sgraffito: snail-like spirals resembling young fern fronds on a multi-family house across the street by the stream (Główna 42). This is also Pacanowski’s work. Bridges adorned with metalwork will guide us across the Sokołowiec stream (as the stream is called here). The pattern of the railings resembles the one on the house, designed by Olszamowski and tirelessly shaped by the recovering Gentlemen.
Unfortunately, the phenomenon of Polish-style renovations has not spared Sokołowsko. In the very center of the village stands an unopened hotel complex built on the site of the old canteen, its finishing reminiscent, at best, of a chain discount grocery store with an insect logo, while other Pacanowski projects that once adorned Waligóra – a large building we pass on the left while heading further up the village – have vanished beneath the relentless onslaught of pastel-colored plaster. The decorations on the café, depicting a man and a woman presenting dishes on trays, have also been obscured. However, painted floral shutters on a small house in front of Waligóra still remain – though barely.
If anyone feels the need for a restroom, now is the best time: behind the Kieślowski Square (no, he didn’t live in the building where his second bust is located), there is a brand-new public toilet. Those heading there will pass the former laundry building, adorned with a greenish abstract relief by Olszamowski. Further on, hidden away, is a large floral motif covering nearly the entire wall of a currently empty building. This plaster relief was created by Pacanowski.
Across the square, behind a small lawn with an oak tree planted in honor of Joseph Beuys by the BWA Sokołowsko management, we find a motif designed by Barbara Olszamowska! This is undoubtedly my favorite design: vertical spindles reminiscent of a sundew plant closing its green jaws on its prey or a very symmetrical seashell, with a narrow slit down the middle, and horizontal elements resembling landing or departing flying saucers. The humorous twist is that they are on a rectory. Both variants, vertical and horizontal, have proven excellent for printing: you can find postcards and T-shirts with these designs in the Zdrowie cinema café, to which we now slightly backtrack. The café interior is also adorned with sgraffito: flowers behind the bar and roosters above the doors. These are attributed to Olszamowski. The cinema terrace railings are also floral, once additionally decorated with carved wooden panels.
Now we can choose whether to take the right or left branch of the street. Let’s stick with the left, i.e., Główna Street. Behind the Rozdroże building is one of the most interesting and intricate houses in Sokołowsko: Główna 21. This building, entirely covered in green murals by Pacanowski, has everything most charming in Sokołowsko: various windows, dormers, and bay windows, as well as south-facing verandas. We can take a narrow passage for a moment to see a mural celebrating the “Voivodeship Specialized Hospital” as “one of the oldest institutions treating lung diseases in the world,” located on Szkolna Street. It is perhaps the second most photographed object in the village after the Dzierżyński mosaic.
...
Text: Ilona Witkowska
Collaboration: Magdalena Kreis, Zofia Kuligowska, Zuzanna Fogtt
Opis obiektu
Adres: brak
0:00 / 0:00